Niedziela, ranek 8 września 2024 r. budynek Pijarskich Szkół Królowej Pokoju w Łowiczu. Przed szkołą kilkunastu uczniów, kilku rodziców. Czyżby w niedzielę trwała nauka…? Nie, to 31 górskich zapaleńców czeka na niedzielną Mszę świętą rozpoczynającą wycieczkę w Tatry. Mszę celebrował o. Marek Barczewski. Życzył uczestnikom udanego wyjazdu i niesamowitych przeżyć związanych ze zdobywaniem szczytów.
Po Mszy świętej wszyscy uczniowie wraz z opiekunami p. Martą Czerwińską i p. Piotrem Komuńskim przeszli na Starorzecze i o godzinie 8:15 ruszyli w drogę. Na trasie do Zakopanego zaplanowane było zwiedzanie Jaskini Nietoperzowej w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Duże wrażenie zrobiły oświetlone korytarze, ogromna sala, w której kręcono film „Ogniem i mieczem”. Zainteresowanie budziły wiszące przy suficie niewielkie kulki, które okazały się nietoperzami, jak również przedstawiciel jednego z dwóch gatunków jadowitego pająka występującego w Polsce. Kończąc zwiedzanie, nikt nie przypuszczał, że na tej wycieczce nie była to ostatnia jaskinia, którą przyszło nam zobaczyć. Miało być przecież pięknie. Jeszcze kilka dni przed wycieczką zapowiadano słoneczną, prawie bezchmurną pogodę. Niedziela taka była, ale w prognozy zapowiadały zbliżanie się frontu atmosferycznego i duże opady deszczu.
Po przyjeździe rozlokowaliśmy się w pensjonacie i po obiadokolacji poszliśmy na zachód słońca. Jego światło pięknie oświetlało Tatry, a szczególnie rzucający się w oczy szczyt Giewontu. Wieczór to był czas integracji, po czym poszliśmy spać w oczekiwaniu na następny dzień.
Poniedziałek przywitał nas zachmurzonym niebem i dużym wiatrem, co wykluczało z powodów bezpieczeństwa wyjście w wyższą partię gór. Przewodnik – p. Danuta Karpiel – zaproponowała wejście do Doliny Kościeliskiej i zwiedzenie Jaskini Mylnej. Przeciskanie się w wąskich korytarzach, podciąganie się na łańcuchach było dużą atrakcją tej wycieczki. Przejście przez jaskinię wymagało opracowania sposobu, by się nie uszkodzić, uderzając o wystające skały i nie zmoczyć ubrań i butów, przechodząc przez kałuże rozlewające się na całej szerokości korytarza. Po wyjściu z jaskini poszliśmy do schroniska Ornak, gdzie mogliśmy się posilić i nieco odpocząć. Gdy szliśmy Doliną Kościeliską do schroniska, mijaliśmy innych turystów. Dużo śmiechu wywołał u nas komentarz jednego z nich, który powiedział: „Widać, że byli w jaskini”. Nasze ubrania były bowiem doskonałym dowodem na to, że przed chwilą wyszliśmy z Jaskini Mylnej. Dużą atrakcją była również degustacja prawdziwych oscypków i żętycy. Ta ostatnia tak bardzo niektórym z nas zasmakowała, że kupili dodatkową porcję. Wracając, odwiedziliśmy jeszcze kościół na Krzeptówkach. Widzieliśmy ołtarz, przy którym w 1997 r. papież Jan Paweł II odprawił Mszę świętą podczas pielgrzymki do Polski.
Następnego dnia pogoda jeszcze bardziej się pogorszyła. Wprawdzie przestało wiać, ale zaczęło już w nocy padać. Dlatego zdecydowaliśmy się pojechać na Słowację, by zwiedzić Jaskinię Bielańską. Jeżeli ktoś myślał, że trzecia jaskinia podczas jednej wycieczki to za dużo i za nudno, to był w błędzie. Jaskinia Bielańska okazała się największą, w jakiej byliśmy. Różniła się bardzo mocno od dwóch pozostałych, w których byliśmy. Przede wszystkim tylko w niej mogliśmy podziwiać podziemne jeziora, które przybierały różne kolory: zielony, złoty. Ogromne wrażenie zrobiły podświetlane stalagmity, stalaktyty, stalagnaty (wreszcie wielu z nas pojęło, czym to się różni). Na końcu w jednej z ostatnich sal wysłuchaliśmy krótkiego koncertu. Muzyka, przygasające i rozjaśniające w jej rytm światła odbijające się w jeziorze bardzo nam się podobały.
Gdy wydawało się, że to już koniec wrażeń tego dnia, pojechaliśmy do Starego Smokowca, by wejść na Hrebieniok, a następnie przejść zobaczyć Wodospady Zimnej Wody. Po tej ostatniej atrakcji wróciliśmy do Zakopanego do pensjonatu.
Ostatniego dnia wycieczki pogoda pozwoliła na zdobycie szczytu. Zdecydowaliśmy się wejść na Wielki Kopieniec. Żałowaliśmy, że konieczność powrotu do Łowicza uniemożliwiła nam zdobycie wyższego szczytu. Wchodząc, raz po raz mogliśmy dostrzec odsłaniające się Tatry. Na szczycie podziwialiśmy panoramę Tatr Zachodnich. Wędrówkę zakończyliśmy w Dolinie Olczyskiej. Ostatnim punktem było zwiedzenie kaplicy pw. Najświętszego Serca Jezusa na Jaszurówce, zaprojektowaną w stylu zakopiańskim przez Stanisława Witkiewicza.
Podsumowując, nasza wycieczka to trzy jaskinie, dwa wodospady i jeden szczyt. Z planów przygotowanych przed wycieczką zgadzał się tylko pierwszy dzień. Pogoda spowodowała, że zamiast piąć się w górę, musieliśmy raczej schodzić w dół. Mimo to, chyba wszyscy byli zadowoleni z wycieczki. „Czas spędzony na wędrówce po Tatrach – napisała Julia Koza – nie uważam za stracony, wręcz przeciwnie – wykorzystany w pełni. Po raz pierwszy miałam okazję spróbować swoich sił przy wspinaczce z łańcuchami, zwiedzić Jaskinię Mylną w Dolinie Kościeliskiej oraz Bielańską na Słowacji. Z wycieczki wróciłam z przydatną wiedzą przekazaną przez niezastąpioną Panią przewodnik, nowymi, zaliczonymi szlakami górskimi (Hrebieniok i Wodospady Zimnej Wody) oraz wypełniona pozytywną energią i uśmiechem”. Z kolei Zuzanna Wróbel stwierdziła, że „warto jest trudzić się wchodząc na szczyt, by potem cieszyć pięknymi widokami”.
Wycieczka w Tatry dobiegła końca. Chciałbym, by do zwyczaju Pijarskiego Liceum w Łowiczu weszło to, że gdy nadejdzie nowy rok szkolny i przyjdzie wrzesień, to grupa zapaleńców ponownie weźmie swoje plecaki i pojedzie w góry, by odkrywać nieznane i cieszyć się pięknem otaczającej przyrody. Do zobaczenia w przyszłym roku…
Piotr Komuński




























