Tatry 2025

W dniu 10 września pasjonaci Tatr i wędrówek górskich z naszego liceum wyruszyli do Zakopanego. Towarzyszyli im opiekunowie – pani Anna Wojtasiak, pani Bożena Mostowska oraz kierownik przedsięwzięcia – pan Piotr Komuński. 

Pierwszego dnia głównym punktem programu była Jaskinia Wierzchowska w Jurze Krakowsko Częstochowskiej.  Mogliśmy tam obejrzeć kości niedźwiedzi jaskiniowych i mamutów, a także muszle amonitów czy szkielety innych prehistorycznych organizmów wodnych, co szczególnie zainteresowało biologów, których pośród nas było niemało. Była to też okazja, aby poobserwować nietoperze zwisające ze stropu jaskini. Zdziwił nas ich malutki rozmiar – były ledwo zauważalne, gdy wisiały nam nad głowami. Można było też obejrzeć wystawę, która przedstawiała pochodzenie człowieka. Po opuszczeniu chłodnej jaskini wyruszyliśmy do Zakopanego. Po trzech godzinach jazdy dojechaliśmy do pensjonatu, w którym się zakwaterowaliśmy i mogliśmy spędzić wesoło czas ze znajomymi, odpoczywając przed wymagającym dniem.  

Następnego dnia z uśmiechem na ustach wyruszyliśmy w góry.  Razem z panią przewodniczką wybraliśmy się do Doliny Kościeliskiej, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Mroźną i Smreczyński Staw.  Zachwyciła nas niesamowita rzeźba terenu, o której wiele nam opowiedziano, a także fantazyjne zacieki i formy skalne w chłodnej, wilgotnej jaskini. Nad Smreczyńskim Stawem zaskoczyły nas mile, klapiące płetwami tuż koło nas i brodzące w kałużach kaczki. Oczywiście zachwycaliśmy się również pięknym widokiem nad Stawem – warto było nacieszyć nim oczy! W schronisku ,,Ornak” złapaliśmy chwilę oddechu i skosztowaliśmy pysznej szarlotki, która dała nam siłę na powrót. 

W piątek znaleźliśmy się po słowackiej stronie Tatr, co samo w sobie było dla nas atrakcją. Początek był dla nas trudny – musieliśmy wchodzić pod górę, sapiąc i dysząc ze zmęczenia. Jednak to, co zobaczyliśmy pod koniec wędrówki, było warte każdej kropli potu – słowackie Tatry Wysokie okazały się niesamowite! Urzekło nas piękno nawet najmniejszych potoczków, dolin i szczytów, a nade wszystko – Zielony Staw Kieżmarski, którego krystalicznie czysta woda i lustrzane odbicia skalistych szczytów zrobiły na nas niemałe wrażenie. Nie dało się nie zrobić zdjęcia! Wyglądało to jak tajemnicza, bajkowa kraina pełna jakiejś nieznanej górskiej magii. Tuż przy stawie mogliśmy odpocząć w schronisku położonym naprzeciwko skalistych szczytów. 

Nadszedł czas na kontynuowanie naszej wędrówki – mieliśmy jeszcze przejść na drugą stronę gór, co okazało się trudniejszym zadaniem niż sądziliśmy. W czasie naszego dłuższego spaceru po górach podziwialiśmy piękno tatrzańskiej przyrody – bujnie rosnące porosty i kosodrzewiny, pojedyncze karłowate drzewa, których nie spotkamy po polskiej stronie gór, a także gatunki, których nie znajdzie się nigdzie indziej – endemity i relikty tatrzańskie, jak np. wierzba zielna – o których opowiadała nam pani przewodniczka. Chłonęliśmy długo czyste górskie powietrze, nasycając wzrok zielenią krzewów, kosodrzewiny oraz widokiem mniejszych stawów przy szlaku, przywodzących nam na myśl tereny wprost z dalekich krajów północy. Wspinając się, byliśmy coraz wyżej i choć stawaliśmy się też coraz bardziej zmęczeni, nie poddaliśmy się i znaleźliśmy się u celu – po drugiej stronie gór. Z Tatr Wysokich przeszliśmy na Tatry Bielskie. Mimo obolałych nóg i pleców, czuliśmy radość i spełnienie – widzieliśmy coś, co zagości w naszej pamięci na dobre. Naszą wędrówkę zakończyliśmy w Tatrzańskiej Jaworzynie. Odjechaliśmy, żegnani promieniami słońca, chowającego się już za szczytami Tatr.  

W sobotę, ostatniego dnia naszej wędrówki, zdobyliśmy Sarnią Skałę. Znów zabraliśmy się do wspinaczki – nie może być za łatwo! Jak na górołazy przystało, szliśmy z uśmiechami na twarzach, pełni zachwytu i dobrego humoru. Podziwialiśmy mijane po drodze potoki i formy terenu otaczające nas z każdej strony. W końcu dotarliśmy na szczyt! Nasz trud znów się opłacił – byliśmy bardzo wysoko! Tak wysoko, że widzieliśmy Giewont w całej okazałości z krzyżem na szczycie, koronę szczytów Tatr Wysokich i Bielskich, w których już byliśmy i na które jeszcze kiedyś na pewno wejdziemy, a także całe Zakopane. Widoki nas zachwyciły tak bardzo, że nie mogliśmy się oprzeć, by nie zrobić zdjęcia. Niektórzy weszli nawet na fantazyjnie odkształcone formy skalne, aby jak najlepiej przyjrzeć się otaczającym nas górom – musieliśmy nacieszyć oczy tymi widokami! Z tej perspektywy wszystko, co dalekie, stawało się malutkie – byliśmy tak dalecy od naszych codziennych zmartwień i problemów. Nagle wszystko skróciło się tylko do tego szczytu Sarniej Skały, a my – „marni tupacze” skał – do rozmiarów małych, nieporadnych mróweczek na szczycie mrowiska.  

Trzeba było jednak wracać do naszych codziennych obowiązków – do świata nauki i książek. Choć wyjazd minął nam bardzo szybko, cały ten czas spędzony w górach był na wagę złota. Doceniamy każdą rozmowę na szlaku, wchłanianie pięknych tatrzańskich widoków czy już finałowe wspólne śpiewanie w autokarze. Za całą wycieczkę jeszcze raz dziękujemy opiekunom: pani Annie Wojtasiak, pani Bożenie Mostowskiej oraz kierownikowi wycieczki – panu Piotrowi Komuńskiemu. To był wspaniały wyjazd – do zobaczenia na szlaku w przyszłym roku!  

Zuzanna Wróbel, kl. III MP; Zofia Panek, kl. IV MP