4.06 rozpoczęła się nasza trzydniowa wyprawa do Trójmiasta. Był to czas pełen wrażeń, ale i przyjemnej, ciepłej pogody.
Po paru godzinach jazdy dotarliśmy do Gdańska, gdzie po momencie czekania zjawiła się pani przewodnik. Dostaliśmy urządzenia ze słuchawkami, dzięki którym mogliśmy słyszeć dokładniej słowa przewodniczki. Pierwszym postojem była Brama Wyżynna. Wisiały na niej trzy herby, Królestwa Polskiego, Gdańska i Prus. Za bramą znajdowało się dawne więzienie. Z murów budynku wystawała kamienna rzeźba głowy. Zgodnie z legendą, była to głowa jednego z pracowników, który nie odwzajemnił miłości księżniczki, a ta kazała jej ojcu go zabić…
Drogą przez Długi Targ dotarliśmy do Bazyliki Mariackiej. Umieszczony był tam zegar astronomiczny, wykonany przez Hansa Duringera. Mierzy on 14 metrów wysokości i oprócz godzin pokasuje fazy księżyca. Ponadto, o określonych godzinach, uruchamia się mechaniczny pochód postaci. Z Kościoła przeszliśmy pod Żuraw Gdański, gdzie zrobiliśmy klasowe zdjęcie. Później udaliśmy się do gdyńskiego akwarium, gdzie było wiele różnorodnych, od malutkich aksolotli po małe rekiny, zwierząt wodnych i wodnolądowych. W międzyczasie część osób przystała, żeby zjeść gofra lub loda – być nad polskim morzem i ich nie spróbować to przecież wstyd.
W końcu udaliśmy się do Władysławowa w celu zostawienia walizek w pokojach i zjedzenia obiadokolacji. Po posiłku wychowawcy ogłosili 20 minut wolnego czasu, po którym nastała zbiórka przed hotelem. Wszyscy poszliśmy na plażę napawać się zachodem słońca. Część osób grała w siatkówkę, część przechadzała się brzegiem morza, a część puszczała kaczki. Wieczorem mieliśmy czas wolny, który wszyscy wykorzystaliśmy na odpoczynek w pokojach. Pamiętaliśmy, by nie nadwyrężać cierpliwości naszych opiekunów.
Następnego dnia po śniadaniu poszliśmy do portu, gdzie czekał na nas statek pomalowany tak, aby przypominał ten wikingów. Przez godzinę wycieczka podbijała Morze Bałtyckie, a później wsiedliśmy do autokaru, aby zwiedzić Hel. Wychowawcy dali nam też wolny czas na kupienie pamiątek, lodów i innych słodyczy, lecz nie to było gwoździem programu. Wkrótce poszliśmy do fokarium, gdzie miało odbyć się karmienie fok. Niestety, kolejka była długa, przez co nikt nie zdążył zobaczyć tego. Za bramką biletową znajdował się odkryty basen z fokami. Zaraz obok było zejście do muzeum, gdzie każdy mógł dowiedzieć się wiele o fokach. W pomieszczeniu znajdowała się również szyba, która pokazywała basen od boku. Niestety, nie było przez nią widać wiele, ale co jakiś czas koło okna przepływała foka, której każdy wtedy robił zdjęcia. Po udanym zwiedzeniu fokarium, klasa wróciliśmy do autokaru i wróciliśmy na obiadokolację. Wychowawcy ogłosili, że zaraz po posiłku wszyscy pojadą do Jastrzębiej Góry zobaczyć zachód słońca na plaży. Zejście do brzegu było trudne, ponieważ po deszczu strome ścieżki były bardzo śliskie, lecz każdemu udało się zejść bez większych uszczerbków na zdrowiu. Na plaży każdy grał w siatkówkę lub wypoczywał na piasku, wszyscy spędzili dobrze czas.
Następnego dnia ruszyliśmy molo w Sopocie, gdzie każdy podziwiał widoki. Następnym punktem wycieczki był krzywy domek służący teraz jako centrum kulinarne. Było tam wiele rodzajów jedzenia, od zwykłych hamburgerów po chińszczyznę i wypieki gruzińskie. Po pożywnym posiłku wycieczka udała się do ECS- Europejskiego Centrum Solidarności. Część osób chciała wziąć urządzenia, w których słyszeli przewodnika opowiadającego o wystawach w muzeum. Najbardziej wyróżniała się wystawa mająca imitować mieszkanie z czasów PRL. Dowiedzieliśmy się jak powstała Stocznia Gdańska i poznaliśmy dokładniej działalność Lecha Wałęsy. Po zwiedzeniu muzeum poszliśmy na taras widokowy, aby podziwiać Gdańsk z góry. Był to przepiękny widok. Był to ostatni punkt naszej wyprawy i wkrótce zaczęliśmy wracać do domów.
Po mniej więcej 3 godzinach dotarliśmy na Starorzecze. Byliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi, bo była to bardzo udana wycieczka.
Maciej Myssura, kl. 7b





